🏀 W Co Się Bawią Małe Dzieci
W CO SIĘ BAWIĄ MAŁE DZIECI? Quiz wykonany przez pater2604. Profil Quizy Subskrybowany Subskrybuj? Oceń: Ostatnio zaktualizowany: 1 luty, 2023.
Jeśli nie macie w domu żadnych gier planszowych i zastanawiacie się co kupić, już biegniemy Wam z pomocą. Koniecznie zajrzyjcie do naszego rankingu najlepszych gier planszowych. Dobble to gra, w która mogą grać zarówno 4-latki, 18- latki, jak i 40-latki. Polega ona na jak najszybszym znalezieniu dwóch kart z takimi samymi obrazkami.
Życie z kotem. Tak imprezują koty! Dowiedz się, jak się bawią, gdy nikt nie patrzy. Nikoletta Parchimowicz. Ten tekst przeczytasz w 4 minuty. Pana nie ma, koty harcują! Zabawa to ważny element kociego życia. A nikt nie ma na nią tak szalonych pomysłów jak mruczki! fot.
nG1WBC1. W co lubią bawić się dzieci?Co lubią małe dzieci?W co się bawić z 11 miesięcznym dzieckiem?Czym bawią się dzieci?Czym bawi się dwuletnie dziecko?Czym bawi się 9 latek?Czym bawi się 4 latek?Czym się bawią 4 latki?Czym bawi się 6 latka? Zabawa umożliwia dziecku rozwój i poznawanie otaczającego świata. Dzieci młodsze uwielbiają kolorować, rysować, malować, słuchać czytania bajek. Kiedy jest lato możemy wyjść na plac zabaw, zagrać w piłkę czy pojechać na wycieczkę rowerową. W co się bawić z dziećmi? Najmłodsze dzieci lubią rysować kredkami i układać puzzle, bawić się zabawkami przypominającymi przedmioty codziennego użytku. Wraz z wiekiem dzieci nadal lubią układanki i zabawy muzyczne. … Wraz z rozwojem wyobraźni dziecko będzie coraz chętniej fantazjowało oraz bawiło się w przebieranki. • Co lubią małe dzieci? Chociaż oczekiwania wraz z wiekiem ewoluują, a czasy się zmieniają, to dzieci wiąż kochają lalki, misie i samochody. Dziecko potrafi świetnie samemu zorganizować sobie czas i wystarczają mu do zabawy proste przedmioty, ale pięknie opakowane, wymyślne zabawki są ważne. Potwierdzają to roześmiane twarze dzieci. W co się bawić z 11 miesięcznym dzieckiem? 11 miesięczne dziecko zabawy Bardzo korzystna dla rozwoju manualnego, jak i umysłowego, jest zabawa piaskiem lub wodą, dlatego jeśli to możliwe wyposażmy malucha w wiaderko i łopatkę, a w trakcie kąpieli podajmy mu plastikowe kubeczki. Czym bawią się dzieci? Plac zabaw, czyli czym się bawią dzieci na świecie Zakręcona tradycja. … Konik z Dalarny. … Pyszna zabawa. … Kaczka dziwaczka. … Mbube! … Opona i kijek. … Dmuchawce, latawce, wiatr. … Śnieżny futbol. • Czym bawi się dwuletnie dziecko? Dwulatki i trzylatki chętnie wyklejają, lepią z plasteliny, budują z klocków. Lubią też słuchać piosenek dla dzieci – podchwytują ich słowa, powtarzają towarzyszące im gesty. Poznaj skuteczny sposób na nauczenie dziecka zachowań społecznych – pediatra radzi, jak dostosować naukę do wieku dziecka. Czym bawi się 9 latek? Czym się bawią współczesne 9-latki? Dziewczynki lubią sylvaniany, play mobil, Surprise, domki dla lalek (raczej już nie barbie), klocki lego i inne. Natomiast chłopcy – resoraki są zawsze dobrym wyborem bez względu na wiek . Czym bawi się 4 latek? Czteroletnie dziecko bardzo lubi zabawy ręczne. Lepienie z ciastoliny czy plasteliny, z których może formować nieskończone ilości kształtów czy postaci, będzie idealnym wyborem jeśli chcemy kształcić u malca zdolności manualne. W tym wieku chłopcy zaczynają już interesować się samochodzikami. Czym się bawią 4 latki? W tym wieku ważne jest ćwiczenie sprawności manualnej u dziecka, dlatego wskazane są wszelkie zabawy, w których aktywne są ręce czterolatka. Tu doskonale sprawdzi się piłka, plastelina, modelina, wycinanki, nawlekanie koralików i inne prace manualne stymulujące rozwój psychomotoryczny dziecka. Czym bawi się 6 latka? Ponadczasowe zabawki Drewniana kuchnia. Klocki drewniane. Kolejki drewniane. Pluszowe misie. Klocki Lego. Puzzle.
Strach u dziecka jest zjawiskiem zupełnie naturalnym, potwierdzającym, że maluch rozwija się prawidłowo. Niemal każdy niemowlak i kilkulatek odczuwa strach. Nie należy go zwalczać i zawsze trzeba go traktować poważnie, nawet jeśli czasami przyczyny dziecięcych lęków nas bawią… Zobacz film: "Jak twój maluszek rozwija się w brzuchu?" Lęk to uczucie, dzięki któremu ludzie jako gatunek przetrwali. Na skutek działania tego odczucia nasi przodkowie unikali np. groźnych zwierząt czy zjawisk pogodowych. Niektóre z pradawnych lęków, jak np. strach przed ciemnością czy dzikimi zwierzętami, zakodowały się w psychice człowieka do tego stopnia, że ten pierwotny odruch ujawnia się w pierwszych latach życia. Na różnych etapach rozwoju zmieniają się jednak rzeczy, które przerażają. spis treści 1. Strach przed ciemnością 2. Strach przed „dziwnymi” ludźmi 3. Urządzenia mechaniczne 4. Taśmy, szuflady, komórki 5. Najstraszniejsza jest krowa 6. Zjawiska atmosferyczne rozwiń W okresie do 6. miesiąca życia noworodek odczuwa strach odruchowy – boi się gwałtownych poruszeń, nagłych zmian pozycji ciała. Reaguje wtedy tzw. odruchem Moro: niemowlę rozrzuca ramiona, wypręża paluszki u rąk i nóg, a następnie zaciska palce w piąstki, szybko przygarnia kończyny do tułowia i zaczyna płakać. Jest to najzupełniej prawidłowa reakcja. Około 8-10 miesiąca życia pojawia się lęk przed obcymi. Równolegle wykształca się też lęk separacyjny – czyli obawa przed oddzieleniem od rodzica. Jest to z kolei dowód na to, że dziecko prawidłowo rozwija się ruchowo. Około pierwszego roku życia, jeśli jego rozwój intelektualny przebiega w sposób niezakłócony, zaczynają pojawiać się kolejne lęki - dużo bardziej złożone i zaskakujące. Nie powinniśmy ich nigdy lekceważyć. Przyjrzyjmy się, czego najczęściej boją się dzieci w wieku od 1 do 6 roku życia. 1. Strach przed ciemnością Blisko 80 procent dzieci odczuwa ten strach. Jego wyjaśnienie jest bardzo proste, ponieważ wywodzi się z pradawnych dziejów naszych przodków. Wówczas oddalanie się nocą od ogniska było bardzo niebezpieczne. Lęk przed ciemnością sprawiał więc, że maluchy instynktownie trzymały się nocą blisko źródła światła. Jeśli przyjrzycie się temu bliżej, zauważycie, że ten lęk pojawia się, gdy dziecko zaczyna się samodzielnie przemieszczać (czyli gdy teoretycznie mogłoby samo oddalić się od ogniska). 2. Strach przed „dziwnymi” ludźmi Dwu- i trzylatki bardzo często boją się zakonnic, księży, osób ubranych w duże jednolite stroje. Strach budzi więc także święty mikołaj, instalator gazu w uniformie roboczym czy lekarz w białym kitlu. Część dzieci obawia się także ludzi starych, których twarze są zniszczone, pomarszczone lub zdeformowane… Oczywiście, jeśli dziecko będzie miało stały kontakt z babcią czy dziadkiem, nie postrzega w ten sposób ich twarzy, jednak każdy nowy staruszek w otoczeniu zwykle przeraża. Co ciekawe, ponad połowa dzieci w wieku powyżej roku boi się również… fryzjera. Nie wiadomo dlaczego, ponieważ dzisiaj fryzjer nie chodzi już w fartuchu, wygląda jak każdy inny człowiek… Jest jednak coś w czynności, którą wykonuje, co może wywoływać przerażenie. 3. Urządzenia mechaniczne Maluchy boją się także niektórych urządzeń elektrycznych, które buczą, brzęczą i wydają inne tego typu odgłosy. Na pierwszej pozycji dziecięcych „straszaków” jest odkurzacz. Dalej – suszarka do włosów, mikser, młynek w ekspresie do kawy, sokowirówka, wyciąg nad kuchenką. 4. Taśmy, szuflady, komórki Na osobne traktowanie zasługuje w rankingu dziecięcych strachów… taśma klejąca. Odgłos związany z rozwijaniem jej, przyklejaniem i co najgorsze odklejaniem, przeraził już niejednego malucha. O tym, że dzieci mają bardzo bogatą wyobraźnię, świadczy też fakt, że grozę budzą w nich szuflady oraz małe pomieszczenia gospodarcze – tak zwane komórki. Dorośli sami są temu trochę winni, bo zwykle w szufladach i tych małych tajemniczych pokoikach ukrywają to, czego nie chcą z różnych powodów udostępnić dzieciom i tym samym budują wokół nich atmosferę tajemniczości. 5. Najstraszniejsza jest krowa Nie dinozaury, nie smoki, nie groźne psy – tylko właśnie krowy najczęściej budzą w dzieciach strach. Cóż – rzadko które współczesne dziecko wie, że to krowa daje mleko i ogólnie jest przyjaznym zwierzęciem. Jej masywna budowa i charakterystyczny odgłos przerażają - zwłaszcza dzieci "mieszczuchów". 6. Zjawiska atmosferyczne Maluchy przerażają także odgłosy burzy, ulewy, wichury, szum liści, szelest gałęzi, krzyk lecących w grupie ptaków. Poza wymienionymi rzeczami dzieci boja się indywidualnie różnych innych dziwnych - z ich punktu widzenia - zjawisk: wody lecącej z prysznica, piany w wannie, piasku na plaży, śniegu… Nie musicie, jako rodzice, tępić tego strachu. Jest on dowodem na normalny rozwój dziecka i powinien samoistnie ustąpić do szóstego roku życia. Jeśli jednak reakcja lękowa jest nieadekwatna do bodźca, zbyt silna, zbyt długotrwała, lęk pochłania całą uwagę dziecka i towarzyszą mu różne reakcje somatyczne, np. drżenie, pocenie się, bladość albo duszności, wówczas należy interweniować. Lęk przestaje mieć charakter rozwojowy. Destrukcyjnie wpływa na psychikę malucha i hamuje prawidłowe kształtowanie się osobowości. polecamy
Pia Kotzur pracuje jako redaktor w NetMoms od 2010 roku i od tego czasu jest w stanie zdobyć dużo doświadczenia na temat tego, co porusza matki w życiu codziennym. Po ukończeniu studiów w dziedzinie badań nad płcią i kulturoznawstwa zagłębiła się w kosmos problemów rodziców i rodziny, a teraz kieruje zespołem redakcyjnym NetMoms. Nawet część wielkiej (i czasem trudnej) rodziny patchworków, są szczególnie zainteresowani niekonwencjonalnymi modelami rodzinnymi. Jej wyznanie: jeśli wydaje się właściwe, to jest również dobre. Niezależnie od tego, czy chodzi o klocki, lalki czy samochodziki – wiemy, jak lubią się bawić nasze dzieci. Ale czy wiemy również, z którymi dziećmi innych narodów lubią się bawić? Tutaj możesz przeczytać, w jakim stopniu zachowania zabawowe dzieci są podobne w różnych krajach i jak się różnią. Zebraliśmy również wybór gier z innych krajów dla Ciebie i Twojego dziecka. W tym artykule Kto nie zna słynnych gier dla dzieci? Z jednej strony jest „łapanie”, „ślepa krowa”, „worek jest o” i „matka, ojciec, dziecko”. Z drugiej strony są lalki, zamki marzeń, klocki i samochody wyścigowe. Nasz wiek mógł być bardzo zdigitalizowany, a cyfryzacja już dawno trafiła do pokojów zabaw dla naszych dzieci (pomyśl tylko o konsolach do gier: w międzyczasie co piąte gospodarstwo domowe w Niemczech ma co najmniej jedną), ale mimo to te klasyki pozostają przy dzieciach popularna przyjemność spędzania wolnego czasu. A co z innymi narodami? Czy są tam podobne gry lub podobne zabawki?? Europa i USA: kolorowe, cyfrowe i zrównoważone Odpowiednie gry dla dzieci często znajdują się w krajach Europy i USA. Po prostu ukrywają się pod inną nazwą. Na przykład w Stanach Zjednoczonych ślepa krowa nazywa się „buffem ślepca” (dosłownie przetłumaczone: skóra niewidomego), w Hiszpanii „Gallina Ciega” (dosłownie przetłumaczone: ślepy kurczak). Możesz znaleźć tę i inne klasyki w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Czechach, Włoszech, Austrii i Szwajcarii. Wyposażenie pokoi dziecięcych jest podobne: prawie każde dziecko zna lalki i tym podobne. W szczególności Niemcy przyczyniły się do powstania tych zabawkowych zabawek, odkąd misie i lalki zostały opracowane i wyprodukowane tutaj na początku XX wieku, a ich sprzedaż wzrosła z biegiem lat – a nawet rozlała się do USA. Ale istnieje również wiele trendów ze Stanów Zjednoczonych, które przyspieszają bicie serc dzieci: samochody zasilane bateryjnie, gadające lalki i błyszczące plastikowe zamki ozdabiają teraz także pokoje dziecięce w Europie. Afryka, Azja i Ameryka Południowa: kreatywne rękodzieło Niestety, takie trendy są często kwestią kosztów, dlatego płyty DVD, gry wideo i płyty CD są sprzedawane przede wszystkim w uprzemysłowionych krajach Europy i USA. Ale chociaż dzieci w krajach rozwijających się często muszą obejść się bez drogich zabawek, bronią swojej zabawy i wyobraźni dzieci z Europy i USA w żaden sposób. Często wykazują wiele umiejętności improwizacji w zakresie korzystania z ich zabawek. Oprócz rosnącej popularności gier komputerowych i konsol, motto tegorocznych targów zabawek w Norymberdze zwraca uwagę na inny trend: zrównoważony rozwój i materiały ekologiczne są również ważne, aw niektórych przypadkach nawet decydujące kryteria zakupu zabawek. Powinien też być kolorowy. Coraz popularniejsze stają się również zabawki z funkcją uczenia się i zaawansowaną technologią. Wręcz przeciwnie: w wielu krajach rozwijających się dzieci budują własne zabawki, ponieważ brakuje im środków na zakup domków dla lalek i skórzanych piłek nożnych. Tutaj możesz grać z piłkami wykonanymi z gliny oraz z lalkami wykonanymi ze zszytych resztek materiału. Kreatywność dzieci nie ma granic. Ale nawet jeśli dzieci muszą tworzyć własne zabawki, ich zachowanie podczas zabawy jest bardzo podobne do zachowania dzieci w Europie i Ameryce – nawet jeśli z uwagi na okoliczności nie są tak zorientowane na konsumenta lub technicznie. Klimat wpływa na zachowanie gry Ponadto klimat wpływa na zachowanie dzieci podczas zabawy: w ciepłych krajach często spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu i bawią się na zewnątrz. W chłodniejszych regionach, takich jak niektóre regiony Rosji, dzieci przystosowują się do bardziej domowego środowiska: matrioszki, małe drewniane lalki, które są zagnieżdżone i często bawią się w domu, są znane. Natomiast dzieci w Ameryce Południowej i Afryce często dorastają w tym kraju, a wiele zwierząt porusza się w centrum ich życia i bawi się na zewnątrz. Różne kraje, różne warunki – ale każdy lubi dużo grać Naturalny instynkt zabaw dla dzieci istnieje wszystko Świat dostępny. Zachowanie podczas gry często różni się pod względem materialnym i warunków klimatycznych. Ale dzięki kreatywności i talentowi do improwizacji instynkt dziecięcej zabawy dominuje na całym świecie, przyczyniając się w ten sposób do rozwoju dzieci. W naszych artykułach dowiesz się, dlaczego zabawa jest tak ważna dla dzieci i jak możesz promować kreatywność i pewność siebie dziecka: „Dlaczego zabawa jest tak ważna dla twojego dziecka” oraz „Promuj kreatywność i pewność siebie poprzez zabawę”. Dobrze znane gry z innych krajów Z Izraela: jabłko, gruszka, wiśnia wiek: od 4 lat Dodaj: 5-8 graczy Potrzebujesz: lina do skoku Oto jak to działa: Każdemu dziecku przypisuje się nazwę owocu, na przykład jabłko lub gruszkę. Dwoje dzieci kołysze teraz liną, która musi być wystarczająco duża, aby dzieci mogły przez nią przejść. Ci, którzy huśtają się na linie, nazywają imiona owoców, a dziecko, którego imię zostało nazwane, musi wskoczyć na linę. Można wywoływać kilka nazw owoców jednocześnie, dzięki czemu coraz więcej dzieci wskakuje na linę. Z Filipin: węzeł gordyjski wiek: od 4 lat Dodaj: 8-10 graczy Potrzebujesz: wystarczająco dużo miejsca Oto jak to działa: Dzieci stoją w dużym kręgu i zamykają oczy. Teraz muszą biec do siebie i wziąć ręce. Kiedy ponownie otworzysz oczy, tworzony jest tak zwany węzeł gordyjski. Dzieci muszą nadal trzymać się za ręce i próbować uwolnić się z tego węzła, wspinając się i wspinając nad innymi graczami. Z Afryki Południowej: daj mi piłkę wiek: od 6 lat Dodaj: idealnie od 10 graczy Potrzebujesz: piłka Oto jak to działa: Dzieci dzielą się na dwie grupy tej samej wielkości i stają naprzeciw siebie. jeden metr z rzędu. Najważniejsze dziecko pochyla się i podaje piłkę nogom przez plecy. Kiedy ostatnie dziecko w rzędzie uderza piłkę get musi śmigać do przodu i ponownie podać piłkę. Grupa, w której pierwszy gracz od początku jest na szczycie grupy, wygrała. Z Czech: wyścig przeszkód wiek: od 6 lat Dodaj: 8-10 graczy Potrzebujesz: niektóre większe przedmioty, np. Skrzynie, stosy drewna itp. Oto jak to działa: Dzieci muszą ustawić kurs z przedmiotami. Tworzą dwie grupy i wyznaczają około dwóch biegaczy i dwóch pilotów w odpowiednich grupach. Dziecko jest sędzią. Dwaj biegacze mają zasłonięte oczy i ustawiają się na linii startu. Mężczyzna z tyłu trzyma swojego mężczyznę za ramiona. Dwaj piloci muszą teraz spróbować poprowadzić niewidomych biegaczy przez trasę, krzycząc. Potem kolej na drugą grupę. Wygrała grupa z najszybszymi biegaczami. Z Hiszpanii: przeskocz owce wiek: od 3 lat Dodaj: od 3 graczy Potrzebujesz: zaradność Oto jak to działa: Najważniejszą rzeczą w tej grze jest zabawa i kreatywność. Nie ma zwycięzcy ani przegranego. Jedno dziecko leży na podłodze i jest owcą, drugie dziecko jest „głupią owcą”. Musi spróbować „umiejętnie” przeskoczyć owcę. Jeśli się uruchomi, może wykonać salto, przewrócić się na ziemię lub wykonać inne czynności. Kilka dzieci może leżeć w rzędzie. Im więcej owiec, tym trudniejsze staje się dla tak zwanych „głupich owiec”. Z Australii: kto znajdzie skarb? wiek: od 4 lat Dodaj: od 2 graczy Potrzebujesz: kilka przedmiotów do ukrycia (nie powinny być zbyt małe lub zbyt spiczaste / ostre) i obszar piaszczysty, np piaskownica, plac zabaw lub plaża Oto jak to działa: Najpierw dzieci muszą zaznaczyć obszar, w którym chcą ukryć przedmioty. Należy również ustalić przedział czasowy, w którym znajdują się ukryte obiekty. Jeśli jedno dziecko ukrywa przedmioty w piasku, drugie dziecko musi odwrócić wzrok. Następnie musi wyszukać i znaleźć obiekty, które zostały ukryte w danym przedziale czasowym. Teraz jest kolej na drugie dziecko do wyszukiwania. POKREWNE POZYCJE Ważne dla rozwoju dziecka: baw się sam »magazyn» Ważne dla rozwoju: Pozwól dziecku bawić się samotnie. Dzieci muszą bawić się razem z rodzicami w celu rozwoju,… Jak moje dziecko uczy się bawić z innymi dziećmi?? Dr. Joachim Bensel Kamień węgielny pod zachowanie społeczne danej osoby kładziony jest od urodzenia. Po pierwsze, dzieci uczą się także od dorosłych… W co bawią się dzieci w innych krajach? Dzieci bawią się na całym świecie – to jasne. Ale czy grają wszędzie to samo? Przedstawiamy kilka pomysłów na gry od innych… Jak dzieci uczą się grać samemu: 7 wskazówek, aktywne piękno Zabawa jest najlepszą formą nauki, a jednak wielu rodziców planuje swoje potomstwo z baletem, lekcjami angielskiego, a nie tylko innymi…
Kiedyś były drewniane klocki, bączek, szmaciana lalka. A dziś? Oto poradnik dla wszystkich dorosłych, którzy stają przed wyborem: bierki czy Power Rangers? Ponieważ to tekst o tym, co lubią dzieci, zacznijmy od pewnej bajki z życia wziętej. Dawno, dawno temu, w złych czasach II wojny światowej, żył sobie pewien bardzo mądry człowiek. Nazywał się Karol Borsuk i był matematykiem. By utrzymać rodzinę, wymyślił grę. Wieczorami wycinał z najbliższymi jej plansze i figurki, a w dzień sprzedawał sąsiadom i obcym, by zarobić na chleb. Po wojnie gra popadła w zapomnienie, aż do momentu, gdy znalazł się gdzieś jej jeden okupacyjny egzemplarz. Blisko 90-letnia wdowa po profesorze zgłosiła się z nią do firmy Granna z uprzejmym pytaniem, czy nie dałoby się jej wskrzesić. Udało się. Dziś, 10 lat od tego momentu w Super Farmera grają już Amerykanie, Kanadyjczycy, Ukraińcy czy Turcy, a w samej Polsce sprzedaje się co roku 50 tys. jej egzemplarzy. Niestety, ta ciekawa i od początku polska gra to raczej wyjątek niż reguła na naszym rynku zabawek. Powtórzmy zatem pytanie: czym się bawią polskie dzieci? Dzieci bawią się chińszczyzną W rodzimym świecie zabawek widać głównie transporty z zagranicy. A konkretnie z Chin. Pochodzi stamtąd aż 9 na 10 sprzedawanych u nas zabawek. Niekiedy ów wskaźnik potrafi być jeszcze wyższy. Na przykład w dziecięce instrumenty Chińczycy zaopatrują nas aż w 96 proc. Trudno znaleźć inną branżę dóbr konsumpcyjnych, którą ów import tak bardzo by zdominował. Wbrew pozorom chińskie wcale nie znaczy najtańsze i najgorsze. Fakt, że zalewająca bazary, część hurtowni czy Internet tandeta zwykle ma dalekowschodnie korzenie. Ale stamtąd pochodzi też większość oferty wielkich międzynarodowych koncernów, wykonana starannie i poddana wszelkim możliwym kontrolom jakości. Chińszczyzny nie unikniemy. Co roku Chiny wypuszczają w świat 22 mld zabawek! W tej sytuacji polskim wytwórcom zabawek udaje się wcisnąć na krajowy rynek zaledwie 20 proc. własnej produkcji. I tak nieźle, zważywszy, że i tych firm jest niemało, bo ponad 1,3 tys. Choć trzeba uczciwie dodać, że w większości są to małe zakłady produkujące na lokalny rynek. 90 proc. to firmy zatrudniające poniżej 10 pracowników, a zaledwie 12 firm zatrudnia więcej niż 50 osób. Wśród nich są nasi rodzimi potentaci, tacy jak Wader Woźniak czy Copi. Produkcja jest jednak spora, bowiem w skali Europy Środkowo-Wschodniej pozostajemy zabawkarską potęgą. Cała nadwyżka jest eksportowana. Przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej (najwięcej do Niemiec), ale też do Rosji, na Ukrainę, na Bliski Wschód, a nawet do Australii. Bilans tej wymiany nie wychodzi nam na zdrowie; w kwotach bezwzględnych sprzedajemy za granicę mniej więcej o połowę mniej, niż importujemy. Ale pocieszyć się możemy, iż nasze wyroby są droższe. Na przykład za 1 kg (tak to się oficjalnie liczy) eksportowanych lalek dostajemy średnio 40 zł, zaś za ten sam kilogram lalek sprowadzanych ze świata płacimy 25 zł. Nawiasem mówiąc wyrobiliśmy sobie opinię dostawcy zabawek z tzw. wyższej półki; z drewna, wymagających ręcznej pracy, o sporych walorach edukacyjnych. Dużo też wysyłamy za granicę maskotek z pluszu, zabawek z tworzyw sztucznych (klocki, samochody itd). Dzieci bawią się tym, co w hipermarketach Wyprodukowane w Chinach, a czasami i gdzie indziej zabawki trzeba sprzedać. Największy ich strumień płynie do sieci hipermarketów, które szczycą się aż 40-proc. udziałem w tym handlu. Na ciekawą ekspozycję, bogatą i wyrafinowaną ofertę, a tym bardziej na fachową poradę liczyć tam nie ma co. Ale jest tanio i pod ręką. Hipermarketom coraz bardziej depcze po piętach Internet. To już nie tylko spontaniczna sprzedaż za pośrednictwem Allegro, ale też wyspecjalizowane e-sklepy, współpracujące z największymi producentami i dysponujące bogatą ofertą. Z Internetu jest nieco taniej, na pewno wygodnie. Zawsze jednak z wyższym ryzykiem. Bo jeśli nawet zabawka ma wszystkie potrzebne certyfikaty bezpieczeństwa (co nie jest regułą), to nagle może się okazać, że przytulanka nie jest taka miła w dotyku, a model samolotu mniejszy, niż się wydawał na zdjęciu. Pozostaje jeszcze tradycyjna sieć sprzedaży sklepowej. Jej najmniej wyrafinowany segment stanowi sprzedaż bazarowa – wyrobów bardzo tanich i na ogół podłej jakości. Wyłącznie na własne ryzyko kupującego. Zasadniczo jednak handel toczy się w niedużych sklepikach łączących ofertę zabawek ze wszystkim, co dla dzieci: ubrankami, wózkami, pieluchami, smoczkami. W tej grupie wyróżnia się oczywiście popularny Smyk. Ma on tradycję (sięgającą jeszcze Centralnego Domu Dziecka) i sporą sieć dobrze ulokowanych sklepów (54 w kraju, dalsze 14 za granicą). Jego wizytówką jest wciąż dom towarowy na ulicy Kruczej w Warszawie. Wprawdzie do takich dziecięcych centrów zabawkarskich jak londyński Hamleys czy nowojorski Toys-R-Us mu daleko, ale w polskich warunkach i te kilka pięter robi wrażenie. Smyk w handlu zabawkami to coś jak ASO wśród warsztatów samochodowych, czyli wyższa cena za lepszą jakość. Fachowo przeszkolony personel (spróbujcie spytać sprzedawcę w hipermarkecie o edukacyjne walory jakiejś gry), starannie dobrana i bogata oferta zabawek, no i dodatkowe atrakcje mające przyciągnąć klientów. – Działa u nas na przykład Fabryka Miśków – wyjaśnia szef PR firmy Marek Łebek. – Dziecko uczestniczy w całym procesie tworzenia jego osobistego pluszaka. Od wyboru zwierzątka, przez proces jego wypełniania, aż po nagranie wypowiedzi na serce-pozytywkę i wydanie dokumentu potwierdzającego narodziny i przynależność maskotki. Innym atutem, którym firma chce przebić konkurencję, jest stworzenie własnej marki Smiki. – To pięć linii starannie dobranych zabawek, mających wysokie walory edukacyjne i dostępnych tylko w naszych sklepach – mówi Łebek. Sprzedaż zabawek w Polsce stale rośnie, a ubiegły rok okazał się pod tym względem rekordowy (w pierwszej połowie zanotowano wzrost o 30 proc.). Do rąk dzieci w kraju trafia każdego roku około 35 mln zabawek o łącznej wartości 700 mln zł. Co ciekawe, zauważono, że kryzysy ekonomiczne tylko w nieznacznym stopniu wpływają na tę branżę, tak jakby rodzice chcieli za pomocą zabawek zrekompensować dzieciom inne wyrzeczenia. Ale do światowych liderów nam daleko; statystyczny Amerykanin wydaje każdego roku na zabawki aż 20 razy więcej od przeciętnego Polaka. Dzieci bawią się edukacyjnie Przynajmniej póki są małe. Specjaliści uważają, że do trzeciego roku życia dzieci zasadniczo pozbawione są wpływu na to, jakie zabawki mają w łóżeczku, kojcu, pokoiku. A co wybierają dorośli? – Najchętniej uczyliby dziecko już od niemowlaka – mówi Teresa Dudkowska, kierowniczka piętra w Smyku, mająca ponaddwudziestoletnie doświadczenie w sprzedaży zabawek. – Najczęściej wybierają zabawki, które nie tylko bawią, ale także rozwijają jakieś sprawności. Trzeba zresztą przyznać, że możliwości mają spore, bowiem tradycyjnym grzechotkom przybyła już potężna konkurencja w postaci przeróżnych mat edukacyjnych, kolorowych klocków, zabawek wydających dźwięki i stawiających stosowne do wieku malucha wyzwania. Oczywiście dorośli mają swoje różne dziwactwa. Dziadkowie i babcie chętnie kupują to, czym sami się bawili. Dlatego też obok zabawek supernowoczesnych, nierzadko wystawione są rozczulające ramotki: metalowy bączek, szmaciana lalka czy kalejdoskop z kawałkami kolorowego plastiku. Ba, między eleganckimi cudeńkami można spotkać drewnianego konika na patyku, takiego, na jakim galopowały dzieci w filmach, których akcja toczy się przed I wojną światową! Inni demonstracyjnie wybierają zabawki proekologiczne, z naturalnych materiałów i w estetyce będącej maksymalnym przeciwieństwem Barbie. Na świecie to potężny nurt, u nas ledwie środowiskowa ekscentryczność. A gdy dzieci nieco dorosną i odrzucą smoczek? Dorosłym nadal pozostaje godna pochwały skłonność do edukowania. Stąd najchętniej kupują swym dzieciom na urodziny, na imieniny czy pod choinkę zabawki jakoś kształcące: klocki w różnych wariantach, gry planszowe, zestawy branżowe (mały chemik, fizyk, stolarz, archeolog, dziecięca fabryczka biżuterii), wszystko, co związane z lepieniem, malowaniem, grą na instrumentach. Niektóre z tych zabawek trafiają także w gusta dzieci i wówczas stają się prawdziwymi hitami sprzedaży. Tak było przed paru laty z namagnesowanymi klockami Geomag, tak jest z wieloma zestawami lego oraz grami typu Monopoly, Yenga czy Scrabble. Generalnie jednak ta idylla nie jest powszechna. Albowiem dzieci, gdy tylko wyjdą z pieluch, zaczynają mieć własne zdanie na temat wymarzonych zabawek. Czyli... Dzieci bawią się tym, co modne A co jest modne? Mówiąc ogólnie, ciągle coś nowego. Oczywiście niektóre style czy rodzaje zabawek są skutecznym magnesem od wielu dziesięcioleci. Na przykład Disney lub Kubuś Puchatek. Także Barbie lub wróżki (w różnych wersjach). Ale poza tym mody, które kiedyś zmieniały się co 5, a nawet 10 lat, dziś przyspieszyły i kuszą czymś nowym praktycznie co sezon. Maty do tańczenia, wykluwające się z jajka małe dinozaury, gra Spadające Małpki – co chwila coś nowego. Skąd się te mody biorą i co je kreuje? Przede wszystkim telewizja, a w niej seriale i kreskówki. To dzięki nim na duży popyt mogą liczyć Teletubisie, Gormiti, Power Rangers. Gdy po wielu latach wznowiono pokazywanie serialu o Pokemonach, jego bohaterowie niemal natychmiast wrócili na półki sklepów z zabawkami, ku powszechnej radości dzieci. Ów nurt dodatkowo wzmacnia kino. Praktycznie każda duża produkcja Disneya to natychmiastowa nowa fala zabawek. – W tym roku przebojami rynku z pewnością będą zabawki związane z filmami „Hannah Montana” i „G-Force” – zapewnia Anna Wakulak, redaktor naczelna czasopisma „Świat Zabawek”. Modne jest też to, co reklamowane w telewizji. Wystarczy, że dziecko raz zobaczy na ekranie nową lalkę lub model statku kosmicznego, by rodzice mieli kolejne dni ciosania kołków na głowie. W niektórych sklepach, by poratować zdezorientowanych i zagubionych dorosłych klientów, postawiono specjalne regały z napisem: „Zabawki z reklam”. Praktycznie każdego roku można by ustalać zupełnie nowe listy zabawkowych bestsellerów. Co w tym roku by się na niej znalazło? Dla chłopców na pewno Bakugan, czyli zabawka hybrydowa, łącząca grę planszową z kolekcjonowaniem figurek wojowników. Następnie kolejna seria klocków lego, tym razem z serii Power Miners. To potężne machiny wiertnicze, których zadaniem jest dotarcie w głąb ziemi i ustalenie źródła tajemniczych wstrząsów. Warto jednak dodać, że specjaliści coraz bardziej kręcą nosem na kolejne generacje kultowych klocków. – Nowe modele nie zachęcają do budowania niczego innego niż tylko tej jednej, zaprojektowanej zabawki. Dzieciom na początku podoba się takie wyzwanie, ale po zbudowaniu szybko się nudzą – mówi Blanka Adamczuk. Dla dziewczynek – nowe lalki z serii My Scene oraz Hello Kitty czy Water Baby, czyli lalka z termoforem wewnątrz, który sprawia, że trzymana przypomina prawdziwego niemowlaka. Ale uwaga: w każdej chwili może pojawić się nowy hit, który kompletnie zawładnie wyobraźnią dzieci i spustoszy portfele rodziców. Dzieci bawią się interaktywnie Teoretycznie prawdziwa moc opanowywania dziecięcej wyobraźni tkwi nie w sklepach z zabawkami, lecz w cyberprzestrzeni. Przy komputerze można zagrać nie tylko w klasycznego chińczyka czy warcaby, ale i w tysiące innych gier, w dodatku za darmo. Wirtualne lalki mają szafy zapchane stosami błyskawicznie zmienianych ubrań, zachowują się jak żywe. Na ekranie znaleźć można niemal wszystko: puzzle i klocki, farmy zwierzęce, dinozaury, samochodowe wyścigi, gry. Ale czegoś brakuje... Bezpośredniego kontaktu z innymi graczami (widzieć minę przegranego: bezcenne), ciepła futrzanej przytulanki, przyjemnego ciężaru złożonego właśnie z klocków lego nowego modelu koparki. I dlatego właśnie zabawki, w tej pozornie beznadziejnej batalii, wcale nie są bez szans. Na razie wytrzymują konfrontację z cyberświatem. Ale ich producenci podpatrują wroga i wykorzystują jego atuty. Dlatego granica pomiędzy światem klasycznych zabawek a nowoczesną techniką zaciera się coraz bardziej, a sprzedawcy już na trwałe przyswoili sobie nowy termin: zabawki interaktywne. Czyli, mówiąc prościej, w mniejszym lub większym stopniu nafaszerowane elektroniką. Ich kariera zaczęła się na dobre pod koniec lat 90. XX w. W 1997 r. na rynek trafił Tamagochi – ni to zabawka, ni to elektroniczna gra, podobny do breloczka gadżet. Świat oszalał na punkcie wirtualnego zwierzaczka, którego należało wyprowadzać na spacer, karmić, poić. Rok później pojawił się Furbi. Sympatyczny futrzak już bardziej przypominał zabawkę, choć wewnątrz zamiast trocin miał zespoły scalone i sensory. Reagował na pieszczoty, zamykał oczy, kiwał głową, chodził spać, a nawet rodził małe furbiątko. Po kolejnych dwóch latach kolejny hit: piesek Aibo. Właściwie malutki robot w kształcie zwierzątka za, bagatela... 3,5 tys. dol. Obecnie Aibo kosztuje już „tylko” 1 tys. dol., ale o masowej zabawce dla dzieci nadal trudno tu mówić. Dziś zabawki naszpikowane elektroniką spowszedniały; w każdym większym sklepie z zabawkami jest ich wiele. Trudniej znaleźć klasyczną lalkę szmacianą niż taką jak Chu Chu, która – jak zapewnia producent: „ciągle mówi i pyta, odpowiada, wyraża własne zdanie. Pomagają jej w tym działające na podczerwień akcesoria: książka, kubek i rogalik. Mówi aż 46 zdań”. Inne lalki pływają, piją, robią siusiu, płaczą i śmieją się, rodzą mniejsze laleczki. Spotkać też można pluszowego misia z ukrytym pod futerkiem odtwarzaczem mp3, Kubusia Puchatka, który opowiada bajki (do wyboru kilkadziesiąt), interaktywne, mówiące drzewka. Wydawać się mogło, że o ile nieśmiertelne są lalki, przytulanki czy klocki, to jest jednak kategoria zabawek, które pod ciosami komputerowych gier muszą polec: gry planszowe. Wszak kultowy chińczyk przy najprostszym nawet Prince of Persia czy Saperze jawił się jak dyliżans przy terenowym samochodzie. A jednak tak się nie stało. – W swej ofercie mamy ponad 80 gier i niemal wszystkie dobrze się sprzedają – przekonuje Bożena Michalska z firmy Granna. – Mało tego, od 3 lat obserwujemy wyraźny renesans towarzyskich gier planszowych. W kawiarniach, klubach i pubach odbywają się spotkania przy planszówkach, a wspólne spędzanie wolnego czasu na grach, w domu lub na wakacjach przez całą rodzinę, staje się wręcz modne. Dzieci bawią się w kolekcjonerów Niegdyś zabawki „się miało”, zaś kolekcjonowało znaczki pocztowe, zapałczane etykiety lub znaczki do wpinania w klapę. Dziś nastąpiło łagodne połączenie obu światów; kolekcjonuje się zabawki. Praktycznie trzy czwarte oferty sklepów typu Smyk to zabawki w seriach. Ciągle pojawiają się nowe modele, figurki, postaci, z których wszyscy są zadowoleni. Producenci, bo nie muszą się specjalnie wysilać z nowymi pomysłami i mają zapewnionych stałych, wiernych klientów. Rodzice, bo nie mają problemu, co znowu kupić dziecku. I dzieci, bo pomnażają zbiory, które są jednym z najważniejszych narzędzi budowania autorytetu w grupie rówieśniczej. W seriach jest już dziś wszystko: lalki i maskotki, modele samochodzików, zwierząt, wojowników. Nawet gry i klocki. Powstają całe autonomiczne światy, bo przecież lalka musi mieć kuchnię, łazienkę, salon, samochód, coraz więcej ubrań. Dziecko uczy się otaczać swą wybrankę tym wszystkim, co zapewni jej luksus i wygodę. Podobnie samochodzik. Musi mieć garaż, tor do jazdy, myjnię itd. To pierwszy ostry i skuteczny trening w utrwalaniu konsumpcyjnego trybu życia. I dobra szkoła rywalizacji, która przyda się w dorosłym życiu: kto ma więcej, kto ma lepiej, ty czy ja? Ale psycholog Blanka Adamczuk dostrzega też pozytywne strony kolekcjonowania: – Dzieci prezentują swoje zbiory. W ten sposób budują własną pozycję w grupie. Często też wymieniają się nimi z rówieśnikami. To z kolei uczy reguł negocjacji. Moda na kolekcjonowanie wymusiła na wszystkich zainteresowanych powszechną zgodę na jedną regułę: małe jest piękne. Po okresie gigantomanii, miśków dwa razy większych od właścicielek czy koparek gotowych przeorać całą piaskownicę, nastał czas miniatur. Bo tylko rzeczy niewielkie można bezkarnie gromadzić w naszych mieszkaniach. Rozmiarem XL wydaje się już klasyczna lalka Barbie (cóż, to amerykańskie standardy dziecięcych pokoi). Cała reszta jest już mniejsza. Lalki: Evi’s, Disney Princess, Barbie Petites Club (nawet oni ulegli), minisyrenki Muszelki. Wśród zwierząt to z kolei kucyki Ponyville, My Little Pony, a przede wszystkim największy hit ostatnich lat, czyli Pet Shop. To figurki przeróżnych zwierzątek, mocno zniekształconych, ale w godnym celu nadania im sympatycznego wyglądu (nawet jaszczurka jest przesłodka). Jest też oferta firmy Schleich: perfekcyjne w naśladowaniu natury małe figurki zwierząt, ale też bajkowych postaci rycerzy, księżniczek, elfów, wróżek itd. Dla chłopców to przede wszystkim modele samochodów z modnej serii Hot Wheel i klasycznej, pamiętającej jeszcze dzieciństwo dziadków serii Matchbox oraz wszelkie rodziny groźnych wojowników: Gormiti, G-Force, Ben 10, Power Rangers. Jest też pewna dość nieoczekiwana konsekwencja tego zbieractwa. Skrupulatni Niemcy obliczyli, że blisko 10 proc. zabawek dorośli kupują... dla siebie. Są to przede wszystkim gry planszowe i właśnie owe zabawkowe kolekcje. Często tak ładne i starannie wykonane, że nie mogą im się oprzeć także duże dzieci. Dzieci bawią się nie zawsze bezpiecznie Chyba żadna grupa produktów dopuszczanych na rynek nie jest obłożona tak wielką liczbą norm i wymagań. Teoretycznie każdą zabawkę bada się dokładniej niż zdrowie prezydenta RP. Są więc badania właściwości mechaniczno-fizycznych, takich jak trwałość materiałów, stabilność, ostrość krawędzi, nawet grubość folii pod kątem możliwości uduszenia się (po nałożeniu na głowę) i kilkunastu innych potencjalnych zagrożeń. Ustala się skuteczność hamulców w pojazdach, energię kinetyczną w zabawkach strzelających czy głośność dźwięków emitowanych przez grzechotkę. Sprawdza się zawartość przeróżnych pierwiastków (chrom, ołów, rtęć, ale też arsen, selen, antymon, bar) oraz ftalanów, palność itd., itp. Dodatkowe testy przechodzą zabawki dla niemowlaków, gdzie fachowcy szacują między innymi niebezpieczeństwo oderwania (odgryzienia) przez dziecko jakiejś małej części zabawki i połknięcia jej. A gdy już wszystko się zbada, zabawka otrzymuje atesty i najważniejszy, tzw. europejski znak zgodności CE. Teoretycznie jest więc nienagannie. Niestety, w praktyce bywa różnie. Co roku przeprowadza się kontrole znajdujących się w handlu zabawek i co roku 35–40 proc. spośród nich nie spełnia jakichś norm. Rok temu na 1227 skontrolowanych zabawek były zastrzeżenia do 440. Często są to drobiazgi, ale zdarzają się i sprawy poważniejsze. W 2003 r. prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nakazał wycofanie ze sprzedaży tzw. zabawek-fasolek. Wyglądały jak cukierki, ale włożone do wody pęczniały, powiększały się wielokrotnie, zamieniając w figurki różnych zwierząt. Słusznie uznano, że połknięcie fasolki przez dziecko i narodziny dinozaura w jego brzuchu mogłyby skończyć się tragicznie. Najmniej kontrolowana, a zatem potencjalnie najbardziej niebezpieczna jest oferta internetowa. Wiele zabawek trafia do internetowych sklepów nie wiadomo skąd i bez atestów. Podobnie jest z zabawkami sprzedawanymi na jarmarkach, bazarach, odpustach. Wpadki zdarzają się jednak nie tylko drobnym producentom, ale także największym potentatom. W 2007 r. supergigant Mattel musiał wycofać z amerykańskiego rynku 18 mln lalek wyprodukowanych w Chinach. Powód: nadmierne stężenie ołowiu w farbie i niebezpieczne małe elementy (głównie magnesy) odrywające się od zabawek. W Polsce wycofano wówczas 10 tys. akcesoriów z serii Barbie. W tym samym roku amerykańska firma wycofała ze sklepów 2 mln klocków. Powód ten sam: nadmiar ołowiu w farbie (dyrektor chińskiej fabryki honorowo popełnił samobójstwo). Jednak najbardziej bulwersujący okazał się przypadek dziewczęcych koralików Bindeez. Otóż okazało się, że zawierają one niebezpieczną substancję butanediol, sprawiającą, że niechcący połknięty koralik wprawdzie nie groził uduszeniem, ale działał podobnie jak... pigułka gwałtu. Koraliki błyskawicznie wycofano ze sprzedaży w Polsce i na całym świecie. Grzechotka, warcaby, stare dobre resoraki. Ciągle żyją. Ale świat zabawek nieustannie gna do przodu. Ciastolina zastąpiła plastelinę, a ciastolinę – piaskolina. Jak daleko można zajść? Daleko. Swego czasu w ofercie brytyjskiego Tesco pojawiły się zestawy do tańca na rurze dla małych dziewczynek i dopiero protesty rodziców sprawiły, że ów produkt wycofano ze sprzedaży. Zaś w Szanghaju otwarto, liczący 4 tys. m kw. Pałac Barbie z kilkoma tysiącami lalek i akcesoriów. Nic dziwnego, że niektórzy mówią temu szaleństwu „stop” i demonstracyjnie wybierają już potworki z serii Ugly Dolls – prowokacyjnie brzydkie, będące antytezą Barbie. Światowy rynek zabawek jest gigantyczny, szacowany na ponad 70 mld dol. Nic więc dziwnego, że aż kipi na nim od pomysłów. Nie czarujmy się. Ostateczny głos i tak należy do kilku najsilniejszych graczy, takich jak Mattel, Hasbro czy Lego. To oni decydują o gustach i masowej wyobraźni dzieci na całym świecie, w tym także u nas w kraju. – W Polsce mamy mało odwagi, by zrobić coś inaczej. Idziemy za masą. Gdy moje Myszki pokazano w „Wysokich Obcasach”, zniknęły ze sklepu po tygodniu, choć wcześniej sprzedawały się dużo gorzej – mówi Natka Luniak, twórca firmy Kalimba i laureatka konkursu Świat Przyjazny Dziecku, za najlepszą zabawkę dla dzieci w wieku 3–7 lat. Niestety, znacznie częściej bombarduje nas Barbie i Power Rangers. I to oni są na razie górą. Piotr Sarzyński współpraca Aleksandra Godziejewska 10 najchętniej kupowanych zabawek w Polsce* 1. Barbie Thumbelina Lalka z filmu „Barbie przedstawia Calineczkę” 2. Bakugan Gra oparta na motywach kreskówki „Bakugan” 3. Monopol Gra planszowa dla przyszłych milionerów 4. Elefun Zabawka zręcznościowa dla najmłodszych 5. Lego Droid Bomber Klocki inspirowane filmami z serii „Gwiezdne wojny” 6. Muszelka W kąpieli z muszelki rodzi się syrenka... 7. Ben 10 Najpierw był serial „Ben 10”, potem gra... 8. Szczeniaczek-Uczniaczek Zabawka interaktywna, która uczy śpiewu i przytulania. 9. Littlest Pet Shop Małe plastikowe zwierzątka z dużą głową – dla kolekcjonerek 10. Lamborghini Gallardo Spider Żelaźniak najnowszej generacji *Na podstawie własnych sondaży przeprowadzonych w największych sklepach branży
„W czasie deszczu dzieci się nudzą”. To wszyscy wiemy, ale okazuje się, że nuda bywa inspirująca. Dzieci zaczynają wtedy wymyślać zabawy, stają się kreatywne. Kiedyś ktoś powiedział, że powinnyśmy (my rodzice/opiekunowie) przyzwalać dziecku na nudę, gdyż to go rozwija, buduje. A jak spędzają wolny czas nasze pociechy? Obserwując swojego 20-miesięcznego szkraba dochodzę do wniosku, że nie drogie zabawki są mu drogie ;). Owszem, ma parę swoich ulubionych, są to trzy samochody, ciuchcia (która jeszcze pamięta czasy starszych braci, czyli ma gdzieś z piętnaście lat) oraz książeczki. Tak mój Grześ uwielbia książeczki, ale niestety nie lubi jak się mu czyta. Najchętniej ogląda je i opowiada, co jest na obrazkach. Może tak godzinami. Czasami przypomni sobie o kolorowej kulce, do której wkłada się klocki o różnych kształtach. I to by było chyba tyle, jeśli chodzi o zabawki. Cała reszta (tzn. trzy pełne pudła) właściwie mogłyby nie istnieć. Czym i jak w takim razie bawi się moje dziecko? Jak wiemy dziecko naśladuje dorosłych. Tak więc Grześ wprost przepada bawić się w kuchni. Otwiera szuflady, wyciąga z nich kopystki, lejki i inne przyrządy kuchenne. Ostatnio bardzo lubi też „gotować”, więc w ruch idą garnki, pokrywki i patelnie. Otwieranie i zamykanie szafek, to też niezła zabawa, no i oczywiście wyciąganie wszystkiego z kosza na brudną bieliznę lub z pralki. Wielką radość mojemu brzdącowi sprawia również chodzenie w butach mamy, taty lub starszego brata. Ciekawe, że zawsze uda mu się je prawidłowo założyć. Wygląda w nich przeuroczo, kiedy próbuje przemieszczać się po domu. Śmieje się przy tym i wesoło pokrzykuje. Kolejną jego ulubioną zabawką jest odkurzacz i szufelka z miotełką. Czyżby w przyszłości miał zostać sprzątaczem? Choć włączonego odkurzacza się boi, to gdy jest wyłączony stanowi idealny sprzęt do zabawy. Wszelkiego rodzaju słoiki, butelki z nakrętkami też nie mogą spokojnie stać, gdy w pobliżu znajduje się Grześ. Ustawia je sobie, odkręca, zakręca, buduje z nich wieże. Kolejną rewelacją odkrytą niedawno jest mikrofalówka. Jeżeli nie może dosięgnąć do przycisku, podsuwa sobie krzesło i wtedy „pika” sobie w najlepsze. Tak, wymyśla te wszystkie zabawy właśnie wtedy, gdy wszyscy są zajęci i nie mamy czasu, aby poświęcić swoją uwagę Grzesiowi. Owszem, czasami bywa niebezpiecznie, dlatego ktoś starszy zawsze jest w pobliżu i czuwa. Niekiedy nasza interwencja jest nieunikniona. Jednak, myślę sobie, że to prawda, że trzeba dziecku pozwolić na taką samodzielność i odrobinę kreatywności. Niech ma możliwość samodzielnego wymyślania sobie zabaw. Wtedy okazuje się, że najatrakcyjniejsze są dla niego przedmioty codziennego użytku, takie, którymi posługujemy się my, dorośli. To go uczy, rozwija. Przez taką zabawę poznaje świat i otoczenie. A pomysłowość dziecka czasami zaskakuje :).
w co się bawią małe dzieci